Jan 10, 2026
Jeśli Jarosław Kaczyński liczył na
to, że podczas spotkania wierchuszki PiS na Nowogrodzkiej
przedstawiciele wrogich frakcji „maślarzy” i „harcerzy” wybaczą
sobie winy, wzajemnie przebaczą i rzucą się sobie w ramiona,
śpiewając przy tym kolędy — to srogo się przeliczył. Według twórców
słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy” Andrzeja Stankiewicza i
Kamila Dziubki sukcesem jest tylko to, że do spotkania w ogóle
doszło, bo wcześniejsze próby — pod koniec grudnia — skończyły się
fiaskiem. Mimo żądań prezesa w centrali partii nie stawił się
Mateusz Morawiecki, lider „harcerzy”.
Tym razem Morawiecki przyjechał,
spotkał się z Kaczyńskim w cztery oczy i wyszedł z nim oraz
„maślarzami” na konferencję prasową. I to wszystko — żadnej
pokutnego korzenia się przed prezesem nie było. Nie ma się co
Morawieckiemu dziwić — Kaczyński wysyła sygnały, że nie widzi go w
roli premiera, jeśli za 2 lata PiS wróci do władzy. A to oznacza,
że wojna między frakcjami w PiS wcale nie ustanie. Wręcz przeciwnie
— będzie jeszcze brutalniejsza. Mówiąc wprost: to nie jest zwykła
wojenka o pozycję w partii i dostęp do ucha prezesa, jakich wiele
było w PiS przez ponad dwie dekady działalności partii. To jest
prawdziwa wojna o sukcesję. Kaczyński może udawać, że kontroluje
sytuację, ale po prawdzie — nie kontroluje wcale. Bo to jest gra o
to, kto po nim. Gra, w której jego już nie ma.
W tym wydaniu „Stanu Wyjątkowego”
Andrzej Stankiewicz i Kamila Dziubka wchodzą także za kulisy wojny
Donalda Tuska z Lewicą, dochodząc do wniosku, że premier postanowił
pokazać Włodzimierzowi Czarzastemu jego miejsce w szeregu.
Twórcy „Stanu Wyjątkowego” odliczają
również kolejne weta Karola Nawrockiego, dostrzegając perwersyjną
radość, jaką prezydentowi sprawia niszczenie rządowych
projektów.