Oct 18, 2025
Rocznicę przejęcia władzy premier Donald Tusk
wykorzystał, żeby na nowo wyznaczyć cele dla koalicji, która po
przegranych wyborach prezydenckich nie potrafiła się pozbierać.
Tusk z otwartą przyłbicą rezygnuje z części obietnic wyborczych,
skupiając się raptem na kilku, które mają zadowolić elektorat.
Dlatego też — z inspiracji premiera — kłócący się do tej pory o
związki partnerskie konserwatyści z PSL z postępowcami z Lewicy
zawarli pragmatyczny kompromis. Przygotowali ustawę o statusie
osoby najbliższej i umowie o wspólnym pożyciu, która da partnerom
nie tylko prawo wzajemnego dostępu do informacji medycznej, ale
także przywileje majątkowe i ulgi podatkowe. Aktywiści LGBT nie
będą szczęśliwi, bo to zaledwie najmniejszy wspólny, koalicyjny
mianownik. Autorzy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy”
Andrzej Stankiewicz i Kamil Dziubka zwracają uwagę, że w projekcie
nie ma ani słowa o zmianie stanu cywilnego, a więc nie będzie to
związek przypominający małżeństwo. Ale taka będzie teraz realizacja
obietnic wyborczych — Tusk zapowiada małe kroki, bo na większe nie
ma zgody w koalicji, o lokatorze Pałacu Prezydenckiego nie
wspominając.
Przy okazji obchodów połowy kadencji Tusk rozlicza
się także z przegranych wyborów prezydenckich, które doprowadziły
do tego, że Koalicja Obywatelska wielu swych obietnic nie
zrealizuje. Premier bierze na siebie odpowiedzialność za klęskę i
zapowiada, że sztabowców kampanii Rafała Trzaskowskiego będzie
trzymał z daleka od kolejnej kampanii.
Elementem pragmatycznej rewizji obietnic jest także
decyzja Tuska, zgodnie z którą obóz władzy zacznie obsadzać swymi
reprezentantami Trybunał Konstytucyjny. Przez 2 lata rząd
bojkotował TK i nie wybierał nowych sędziów na miejsca zwalniane
przez prawników z PiS, kończących swe kadencje. To był efekt
czekania na własnego prezydenta, po to, aby całkowicie pogonić
pisowców z TK. Wraz z klęską Trzaskowskiego, Tusk musi przyznać, że
nikogo nie pogoni i może co najwyżej krok po kroku zapełniać TK
swymi nominatami. W ciągu roku w Trybunale zaczną przeważać
prawnicy wybrani przez obecną koalicję. Nawet jeśli prezesem
pozostanie doktrynalny ziobrysta Bogdan Święczkowski, to brak
pisowskiej większości stanie się dla niego kłopotem. Inne
rozwiązanie władza szykuje w Krajowej Radzie Sądownictwa. Efekt
może być nawet szybszy — już wiosną ta instytucja może zostać
odbita z rąk PiS.
Ale nie ma nic za darmo. Twórcy słuchowiska
politycznego „Stan Wyjątkowy” Andrzej Stankiewicz i Kamil Dziubka
zwracają uwagę, że decydując się na wejście do TK i do KRS obóz
władzy będzie się musiał pogodzić z tym, że jego wieloletnia wojna
z „dublerami” i „neosędziami” jest skazana na niepowodzenie.