Jan 17, 2026
Za
rządów PiS był w Polsce niemal politycznym królem. Na grupce jego
solidarno-suwerennych posłów wisiała rządowa większość. Był
ministrem i nadprokuratorem. Żonę i brata ustawił w spółkach skarbu
państwa. Miał potężną władzę — awansował i degradował, stawiał
zarzuty i pakował za kratki. Znał tajemnice wszystkich kluczowych
śledztw i nie wahał się ich użyć. Przez miasta i wsie sunął w
kawalkadzie czarnych aut, na krok nie odstępowała go ochrona, a za
pasek od spodni nonszalancko, jak przystało na twardziela, wkładał
spluwę.
Dziś Zbigniew Ziobro samotnie
przechadza się ulicami Budapesztu i kompletnie nikt się nim tam nie
interesuje. W Polsce jest ścigany, grozi mu areszt, a prokuratura
blokuje mu konta. Odgraża się podczas zdalnych wywiadów — tyle że
nikt już się go nie boi, bo nikt nie wierzy, że jeszcze
kiedykolwiek będzie przewodził kawalkadzie czarnych aut. Tak
właśnie wygląda upadek.
Upadek Ziobry ma jednak konkretny
skutek polityczny — oznacza kłopoty dla PiS. Ziobro wystąpił o azyl
polityczny u Orbana mimo że wcześniej twierdził, że tego nie zrobi.
Czyli kłamał — to po pierwsze. Ale — po drugie i najważniejsze —
okazał się miękiszonem, a nie szeryfem. Boi się śledczych narzędzi,
które sam wobec innych z pasją i rozkoszą stosował. To polityczny
koniec Ziobry, już nigdy nie odegra decydującej roli w walkę o rząd
dusz na prawicy.
Walkę o rząd dusz dawno już przegrał
Szymon Hołownia. W tym wydaniu słuchowiska politycznego „Stan
Wyjątkowy” Andrzej Stankiewicz i Dominika Długosz wchodzą za kulisy
groteskowych wyborów nowych władz Polski 2050. Jest tam wszystko,
co kochamy: korupcja polityczna, walka na wyniszczenie, intrygi,
kłamstwa i spiski.
Pan Szymon chce unieważnić głosowanie
na przewodniczącego partii i zrobić nowe wybory, tak aby zachować
władzę. Szkopuł w tym, że duża część partii już go nie chce.